Rozdział jest krótki gdyż wcale nie komentujecie. Następny rozdział wstawię dopiero gdy pod tym postem będzie minimum 5 komów!
-Błagam wszędzie tylko nie na mojej kanapie-Mruknęłam rozbawiona tym co widziałam. Matt przestraszony momentalnie usiadł, ja i jego dziewczyna byłyśmy w dobrych relacjach. Rzuciłam torbę pod biurko brata uprzednio wyjmując z niej zapisaną kartkę.-Mam coś braciszku.- Uśmiechnęłam się uroczo i podałam mu kartkę. Zaczął przeglądać nucić i w ogóle wyglądał tak jakby zapadł w jakiś trans.
-Summer...To...Jest...Boskie! Kiedy to napisałaś?- Pytał się jakbym właśnie podarowała mu najcenniejszy zwitek papieru od zarania dziejów. Keith tylko spojrzał ja mnie i spytał.
-Przy mnie tego nie pisałaś... A mieliśmy wszystkie lekcje razem...prócz...Angielskiego!- Krzyknął-A wtedy siedziałaś z tym nowym!-Zakrył usta ręką jakby właśnie zdradził mi najbardziej skrywany sekret. Matt patrzył w tym momencie na mnie a nie na magiczną kartkę papieru. Magiczną bynajmniej dla niego...
-Nevermind. Masz pomysł co do ścieżki dźwiękowej?-Wzruszyłam ramionami w niewiedzy i klapnęłam na śnieżnobiałej kanapie. Zaraz obok usiadł Keith. Pamiętam kiedy poraz pierwszy przyszedł do tej szkoły i wszystkie dziewczyny śliniły się na jego widok, bardziej niż na widok największego ciacha z drużyny footballu.
*&*
Następnego dnia obudziłam się cholernie wcześnie, za wcześnie jak na mnie, ale kiedy się juz obudzę nie zasnę. Wlazłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Siniak był juz bardziej żółty wiec za dwa góra trzy dni go nie będzie. Cale szczęście nie znioslabym więcej ciekawskich spojrzeń ze strony nowego. Ale to ze dziś ma przybyć ta czwórka zasranych nowych z których dwóch ma być w mojej klasie. Umrę podwójnie. Zajęłam ubrania i weszłam do kabiny prysznicowej. Gorąca a woda muskała moje ciało. Po 15 minutach juz ocierałam się ręcznikiem. Wysuszyłam włosy i zniknęłam z pomieszczenia. Postanowiłam, ze dziś założę Czarne, dopasowane, skórzane spodnie, krwisty top z napisem "Metal up your ass" i dżinsową kamizelkę, a co mi tam pokażę rączki. Zeszłam na dół, jak zawsze w kuchni krzątał się juz Matt.
-Dobry śpiochu.-Uśmiechnął się tak jak uśmiechał się przed wypadkiem rodziców.- Musli czy moje sławne naleśniki?- Coś zdecydowanie musiało się stać, może porwali go kosmici i zrobili pranie mózgu?
-Juz myślałam, że nie zapytasz.- Jęknęłam-Jasne, że naleśniki!
Ciekawe czy w końcu powie mi co go tak odmieniło. On nie robi swoich cudnych migdałowych naleśników bez powodu. Kiedy ja je ostatnio jadłam?! Pod moim nosem stoi świeża porcja. Sięgnęłam po krem kokosowy i nutellę, posmarowałam ciasto tym cudownym połączeniem i delektowałam się tym smakiem.
-To powiesz mi co się stało, ze jesteś taki szczęśliwy?- Jeszcze nigdy od smierci rodziców nie był taki wesoły. Boże serio chyba porwały go Azteki!
-Potrzebuje rady.-Wow on się mnie pyta właśnie o rade?- Ale najpierw muszę spytać. Lubisz Vicki?
-Co to za pytanie? Jasne ze tak.- Podejrzliwe spojrzenie.-Wiec w czym rzecz?
Szamotał się tak bardzo.
-No wiec... Co byś powiedziała gdybym sie jej oświadczył?- Zamurowało mnie. Nagle na moich ustach pojawił sie uśmiech psychopaty aka "atomówka" Rzuciłam sie na niego i zaczęłam roztrzepywać jego włosy.
- Macie moje błogosławieństwo pod dwoma warunkami.- Nagle spowazniał.-Nie będzie robić TEGO na mojej kanapie. -Parsknęliśmy śmiechem i tyle było z powagi.- A drugi. Pozwolisz zrobić mi jeszcze jednego kolczyka.-Szepnął "umowa" i przytulił mnie tak mocno, że zabrakło mi tchu.
- Tak w ogóle. Ładnie wyglądasz, dla kogo się tak wystroiłaś?
-Czwórka nowych. -Uśmiechnęłam się słodko- Niech podziwają.
-Będą padać do twych stóp...
-Dobry śpiochu.-Uśmiechnął się tak jak uśmiechał się przed wypadkiem rodziców.- Musli czy moje sławne naleśniki?- Coś zdecydowanie musiało się stać, może porwali go kosmici i zrobili pranie mózgu?
-Juz myślałam, że nie zapytasz.- Jęknęłam-Jasne, że naleśniki!
Ciekawe czy w końcu powie mi co go tak odmieniło. On nie robi swoich cudnych migdałowych naleśników bez powodu. Kiedy ja je ostatnio jadłam?! Pod moim nosem stoi świeża porcja. Sięgnęłam po krem kokosowy i nutellę, posmarowałam ciasto tym cudownym połączeniem i delektowałam się tym smakiem.
-To powiesz mi co się stało, ze jesteś taki szczęśliwy?- Jeszcze nigdy od smierci rodziców nie był taki wesoły. Boże serio chyba porwały go Azteki!
-Potrzebuje rady.-Wow on się mnie pyta właśnie o rade?- Ale najpierw muszę spytać. Lubisz Vicki?
-Co to za pytanie? Jasne ze tak.- Podejrzliwe spojrzenie.-Wiec w czym rzecz?
Szamotał się tak bardzo.
-No wiec... Co byś powiedziała gdybym sie jej oświadczył?- Zamurowało mnie. Nagle na moich ustach pojawił sie uśmiech psychopaty aka "atomówka" Rzuciłam sie na niego i zaczęłam roztrzepywać jego włosy.
- Macie moje błogosławieństwo pod dwoma warunkami.- Nagle spowazniał.-Nie będzie robić TEGO na mojej kanapie. -Parsknęliśmy śmiechem i tyle było z powagi.- A drugi. Pozwolisz zrobić mi jeszcze jednego kolczyka.-Szepnął "umowa" i przytulił mnie tak mocno, że zabrakło mi tchu.
- Tak w ogóle. Ładnie wyglądasz, dla kogo się tak wystroiłaś?
-Czwórka nowych. -Uśmiechnęłam się słodko- Niech podziwają.
-Będą padać do twych stóp...
_______________________________________
Rozdział jest krótki gdyż wcale nie komentujecie. Następny rozdział wstawię dopiero gdy pod tym postem będzie minimum 5 komów!
~Summer Susanne Black